02.05.2010 GP Mutschellen 2010
Buszując po internecie natknąłem się na zaproszenie na zlot mikrosamochodów połączony z oldtimerową imprezą GP Mutschellen 2010. Jako, że wydarzenie miało mieć miejsce około 20km od mojego miejsca zamieszkania, podjęcie decyzji zajęło mi tyle co przeczytanie nagłówka anonsu. Ponad 190 oldtimerów w akcji a dodatkowo 150 mikrosamochodów z całej Europy! Jedziemy!
Niestety, prognozy meteo nie pozostawiały złudzeń, pierwszy majowy weekend upłynie (nomen omen) pod znakiem kapiącej z nieba wody. Ale czyż zobaczenie jak dorosły człowie wsiada do Isetty czy innego Kabinenrollera nie jest warte odrobiny poświęcenia?
Jeszcze tylko rzut oka na GoogleMaps i w drogę. Trasa wydaje się być prosta, odległość niewielka. Po półgodzinnej jeździe uświadamiam sobie, że zadanie przerosło jednak moje zdolności nawigacyjne. Zjazd na parking, zawracamy. Jednak nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Na parkingu dumnie stoją, zajmując po półtora miejsca, amerykańskie krążowniki szos.
Tu również napotykamy pierwszy Fordowski akcent tego deszczowego dnia.
Wprawdzie żadną miarą nie można tych pojazdów zaliczyć do kategorii "mikro" ale pewnego uroku odmówić im nie można.
Jednak czas naglił a my, zagubieni w galaktyce, nie do końca wiedzieliśmy jak powrócić na porzucony szlak. Postanowiłem zaufać intuicji lub jak kto woli wewnętrznemu głosowi, czyli zastosować technikę gołębia pocztowego. Zatem udałem się ponownie w kierunku, z którego przybyłem, wypatrując zjazdu, który zdarzyło mi się uprzednio przeoczyć. Tym razem udało się i po kilkunastu minutach dotarliśmy na miejsce.
Szybko odnaleźliśmy centrum wioski, gdzie na ryneczku stały pokraczne parodie samochodów.
Pomimo paskudnej pogody frekwencja dopisała. Najliczniejszą grupę stanowiły pojazdy produkcji Niemieckiej: BMW, Heinkel i Messerschmitt.
Ewolucję autek BMW można było prześledzić na przykładzie zgromadzonych pojazdów. Pod koniec lat 20tych firma postanowiła wkroczyć na rynek automobili, kupując fabrykę Automobilwerk Eisenach wraz z licencją na produkowany tam pojazd o nazwie Dixi.
Po wojnie zaczęło się na nowo od Isetty Standard w wersji 250 i 300cm3 z "bąbelkową" kabiną:
Przez Isettę Export z suwanymi szybami bocznymi, w konfiguracjach silnikowych takich samych jak wersja Standard:
Aż do czterokołowego BMW 600:
Nie wiem z jakiej okazji na zlocie mikrosamochodów znalazło się całkiem "dorosłe" BMW 700. No ale skoro organizatorzy dopuścili Trabanta, Fiata 500 i NSU Prinz to i siedemsetka niech zostanie.
Nie stanowiło również problemu prześledzenie ewolucji pokracznej żaby o bojowej nazwie Messerschmitt. Począwszy od Kabinenrollera 175, przez KR200 aż do firmowanego przez FMR "Tigera" TR500:
Pojawiły się nawet wersje wyczynowe! (SIC!)
Kolejnym zakładem o lotniczej historii, który przeszedł dobrowolnie na produkcję cywilną gdy okazało się, że Niemcy jednak są pacyfistami a Drugą Wojnę Światową rozpętali jacyś niedobrzy "naziści", był Heinkel. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Heinkel Kabine to, zgodnie z nazwą, kabiny strzelców pokładowych postawione na kołach. Gdy nie można było już produkować bombowców a gotowe projekty leżały na półkach logicznym krokiem było ich dostosowanie do nowych warunków społeczno-politycznych.
Pojazd okazał się na tyle udanym, że po zakończeniu produkcji Heinkel sprzedał licencję firmie Trojan Cars Ltd i produkcja była kontynuowana w Wielkiej Brytanii pod nazwą Trojan 200.
Potęga niemieckiej myśli technicznej zmaterializowała się również w produktach firmy Hans Glas GMBH. Było coś dla rodziny:
Coś dla sportowców:
i coś dla small-biznesu:
Innym dziwactwem ilustrującym techniczne dokonania sąsiadów zza Odry był jednoosobowy pojezd Brutsch Mopetta:
A także samochody produkowane przez firmę Champion Automobilwerke GmbH a następnie po jej bankructwie w 1954 przez znaną z produkcji motocykli firmę Maico:
Kolejnym niemieckim producentem motocykli, który postanowił spróbować swych sił w branży samochodowej był Zundapp z modelem Janus. Jeśli wierzyć starożytnym Rzymianom i ich mitologii, na Januszów należy zdecydowanie uważać, gdyż są dwulicowi.
Jednak chyba nie był to strzał w dziesiątkę, skoro produkcję przerwano w roku 1958, który był drugim rokiem produkcji modelu.
Był też Fuldamobil. Chyba dobrze się stało, że postawili na branżę oponiarską...
Wśród zgromadzonych dziwadeł znalazło się po jednym egzemplarzu aut o nic nie mówiących mi nazwach Geissmann, Gutbrod i Kroboth.
Jeśli ktoś w latach 50-tych zakochał się w Porsche 356 a nie dysponował odpowiednią gotówką mógł zaszaleć i kupić Norynberską mini-kopię, czyli Victorię Spatz z nadwoziem z laminatów i dwusówowym silnikiem o pojemności 250cm3.
Z kolei Szwajcarzy w latach 80-tych z powodzeniem zminiaturyzowali Jeepa Willysa.
Aby zakończyć przegląd producentów pozdrawiających się zawołaniem Heil H..., tfu! Gruss Gott!, należy wspomnieć o Austriackim koszmarze, małej drogowej łodzi podwodnej, czyli o mikrosamochodzie Felber.
Czas rzucić okiem na francuskie dokonania. Estetyka pojazdów może się wydać nieco kontrowersyjna, jednak nie sposób się nie uśmiechnąć, widząc takie coś na drodze. Honoru francuskich inżynierów broniły marki Inter, Mochet i Rowin.
Również wyprodukowany we Francji ale na włoskiej licencji był samochodzik ACMA Vespa 400. Tutaj szaleństw w stylistyce nie ma, zwykłe, trójbryłowe nadwozie w wersji mini.
Skoro o wilku mowa, włoskie barwy reprezentowne były (oprócz wcześniej wspomnianego Fiata) przez Banchinę i trzykołowce Piaggio.
Z kolei poddani Królowej Elżbiety II są autorami dzieł takich jak robal Bond i sportowe maleństwa Berkeley.
Przyturlało się też autko, które współtworzyło cud gospodarczy odbudowującej się po wojnie Japonii, udające VW garbusa w wersji mini Subaru 360.
Na sam koniec prezentacji mikrosamochodów zostawiłem produkt bratniej Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej. W obliczu trudności z zaopatrzeniem w stal, która rękami robotników przekuwana była na mosty i żelazne koleje, aby lud pracujący mógł dotrzeć do kombinatu, stal, którą w pocie czoła, nie szczędząc sił hutnicy zamieniali w pancerne blachy czołgów, aby zachodni imperializm już nigdy nie podniósł ręki na miłujace pokój narody socjalistyczne, właśnie w takich warunkach ze sznurka, gazet, starych gaci i wyprawionych skór cielęcych narodził się ten niezapomniany pojazd! Pierwsze miejsce w konkursie pięknych inaczej, pierwsze miejsce w kategorii recykling i ochrona środowiska, wreszcie specjalne wyróżnienie od samego Adama Słodowego w kategorii "Zrób to sam", Panie i Panowie, oto Velorex!
O godzinie 12:00 wśród charakterystycznych dźwięków silników dwusuwowych i pośród przypominającego młode lata zapachu ich błękitnych spalin maleństwa zaczęły się rozjeżdżać do domów, my zaś udaliśmy się na parkingi, gdzie stały zaparkowane samochody biorące udział w GP Mutschellen.
Nie ma sensu ani miejsca aby wymienić wszystkie startujące załogi. Pozwolę sobie jednak zamiścić zdjęcia napotkanych Fordów. Reprezentacja nie była liczna: Cortina Lotus w dwóch generacjach oraz amerykański Galaxie.
Drugą grupą, na którą chciałbym zwrócić uwagę są tak zwane "rodzynki". W sumie do tej kategorii można by zakwalifikować 90% samochodów biorących udział w tej imprezie, ale przyjąłem naprawdę restrykcyjne założenia. Takich prawdziwych rarytasów, żeby nie powiedzieć białych kruków naliczyłem 4. Pierwszym z nich jest Shelby Daytona Coupe z 1964. Wyprodukowana w liczbie sześciu egzemplarzy aby konkurować w wyścigach GT z Ferrari. Obecnie szacowana wartość tych rzadkich samochodów to kilka milionów dolarów.
Kolejnym ciekawym pojazdem był A.F.F. Barchetta Tipo 61 rocznik 1963. Jedyna informacja na jej temat jaką udało mi się zdobyć pochodzi od jej właściciela. Jest to pierwszy z serii pięciu pojazdów wyprodukowanych na zamówienie przez firmę A.F.F. w latach 60tych.
Idąc dalej natrafiłem na śliczne auto o nic nie mówiącej mi nazwie JWF Milano GT. Poszukiwania w internecie dały mi tylko ogólne pojęcie na temat tego tworu. Otóż marka pochodzi z Australii, zaś model powstawał w liczbie około 30stu sztuk w latach 60tych. Właściciel twierdzi, że na starym kontynencie są tylko dwa lub trzy egzemplarze.
Następnym pojazdem, który przykuł moją uwagę był samochód oznaczony jako Lister. Ponownie z pomocą przyszedł mi internet. Lister to brytyjska rodzinna firma z Cambridge, która na podzespołach różnych producentów budowała swoje wyścigowe samochody. Pojazd na zdjęciach to Lister Jaguar Knobbly BHL 16 z 1958r.
Na tym poprzestanę choć mógłbym wymieniać niemal w nieskończoność. W końcu nie codziennie spotyka się przedwojenne samochody, rajdówki z lat powojennych czy zabytkowe motocykle. Żaden opis nie odda atmosfery wyścigu ani huku bezlitośnie katowanych silników z poprzedniego stulecia. To trzeba po prostu przeżyć samemu! A tymczasem, jeśli komuś wciąż mało zapraszam do obejrzenia reszty zdjęć.
autor: młody_wFe