Nowe serducho Carli i mechanicy za 10 Euro.

Miejsce akcji – Oleśnica. Czas – 10 rano. Pająk przywiózł silnik, chwilę później przyjechał Zoggon z Młodym, silniki do Sierrki, potem pędem do garażu i do roboty.

Skarbimierz

Zaczęło się niepozornie ale jak to ze mną bywa nie mogło być ZA spokojnie. Już na początku zabawy okazało się, że zapomniałem z domu spodni roboczych. A jako, że nie chciałem zniszczyć moich ulubionych – schowałem swe wdzięki za gustownym ręcznikiem.

Skarbimierz

Chłopacy też zaczęli nieźle – Młody co chwila zablokowywał bloczek a Zoggon raz po raz uderzał głową w tenże przyrząd. A to tałatajstwo swoje ważyło. Chyba ze dwadzieścia kilo! Podwiązane na pajęczynie z pasków klinowych uniosłoby niejedno.

Skarbimierz Skarbimierz

Najpierw wypchaliśmy Escorta z garażu. Było tak lekko, że w pełni sił zabraliśmy się za wymianę rozrusznika w Sierrce Młodego – tak z rozpędu. I też poszło gładko. Może dlatego, że większość Młody zrobił sam? My z Zoggonem zaśmiewaliśmy się od czasu gdy zobaczyliśmy Jego karkołomne wygibasy. Mógłby spokojnie zostać akrobatą.

Skarbimierz Skarbimierz

Ponieważ poszło to bardzo sprawnie zabraliśmy się od razu za wyciąganie starego serducha z Carli. A że chłopacy byli bardzo rozochoceni… niektóre bariery trochę się zatarły.

Skarbimierz

Nic jednak nie wskazywało na to, że więcej będziemy się śmiać niż robić. I tak po kolei:
- najpierw Młody zalał Zoggonowi kanał spuszczając wodę z chłodnicy,
- potem swoje pięć groszy dołożyłem ja, bo odkręciłem portki od kolektora a wydech po prostu wpadł do kanału,
- na koniec Zoggon rozbroił nas już kompletnie robiąc plątaninę pasków klinowych do podwieszenia silnika. A było tych pasków chyba z piętnaście!

Skarbimierz Skarbimierz Skarbimierz Skarbimierz

Jednym słowem – mechanicy z piekła rodem. Ale silnik wyciągnęliśmy sprawnie. Około trzeciej przyjechał Tachu. Przywabiony okazją do spędzenia czasu w miłym towarzystwie nie podejrzewał, biedak, że zaraz zostanie zaprzęgnięty do pomocy. Zresztą.. nie oszukujmy się – nikt nie chciał żeby pomagał bo był w stroju odświętnym z kolekcji Dulcynea & Gibbon za 2 Euro. Tak nawiasem mówiąc – Tacha nie ma na żadnej fotce, bo owe spodnie wreszcie pobrudził (co było do przewidzenia) i nie chciał być tak uwieczniony. Dobrze mu tak J Sam się wyrwał, że coś tam ma i może dać. I pomóc. No i dał. I pomagał. Najpierw przyniósł żabę, potem silikon, jakieś śrubki, podkładki, obejmy… co potrzebowaliśmy – Tachu wyciągał z bagażnika swojej Granady. W czasie gdy On krążył – my przekładaliśmy osprzęt ze starego silnika do nowego.

Skarbimierz Skarbimierz Skarbimierz Skarbimierz

Tachu umilał nam ten czas gawędząc o swojej mało ciekawej zresztą pracy. Pękaliśmy wszyscy ze śmiechu. Zresztą na początku baliśmy się, żeby nie pomyślał o nas jak o … niespełna rozumu. No bo.. ja w plażowym ręczniku.. w kanale woda po kostki, Młody z mokrymi spodniami i do tego Zoggon z poobijaną głową – gromadka jak z rodziny Addamsów.

Skarbimierz Skarbimierz Skarbimierz

Potem znów założyliśmy paskowe patenty (ale w jeszcze bardziej komiczny sposób) i znów borykaliśmy się z blokującym się bloczkiem. Ale w niedługim czasie nowe serducho osiadło na łapach.

Skarbimierz Skarbimierz

Nie wspominam nawet o blasze ani o wspomnianym już wydechu bo podejrzewam, że chłopacy nigdy już owych blach w silnikach montować nie będą. Ja się uparłem, że blacha ma być i o mały włos a by się to dla mnie źle skończyło bo po kilku minutach zmagań chłopacy zaczęli się rozglądać za jakimś młotkiem co by mi wybić ów pomysł z głowy. Ale udało się zamontować i blachę. Potem wydech i inne pierdoły. I wszystko miało już iść z górki. Jednak nie poszło. Urwałem rurkę do ciśnienia oleju i trzeba było ją przymocować na gwincie raz jeszcze. Cały ja.. I to przy końcu roboty!! Mordowaliśmy się z tym badziewiem po kolei i to z dobrą godzinę! Jak już wszystko było poskładane, zalaliśmy olej, wodę do chłodnicy i odpaliliśmy potwora. Wpierw poszedł z gaźnika ogień ale za drugim razem zagadała od razu! Wyjechałem z garażu, zrobiłem rundkę, troszkę sobie silnik pochodził i…. i wywaliło wodę z chłodnicy. Wysłali mnie świnie jedne do jakichś dziewczyn wiszących z balkonu po wodę ale może i dobrze, bo dzięki plażowej kreacji wodę dostaliśmy od razu J Trochę się jeszcze pomocowaliśmy ze znalezieniem usterki: odłączyliśmy nagrzewnicę, wyjęliśmy termostat, założyliśmy maskę i ruszyliśmy do domu. Jedyne co udało nam się ustalić to to, że wisko padło. W drodze powrotnej zajechaliśmy na stację zatankować a ja zasiałem nutkę strachu w oczach jednej niewiasty pracującej na stacji.

Skarbimierz

Biedna dziewczyna nie mogła skojarzyć dlaczego mam na sobie ręcznik zamiast spodni i nic sobie z tego nie robie. A żeby nie było za spokojnie wracając – Carla postanowiła zrobić sobie mini dyskotekę ze światłami w roli głównej. Skutkiem czego wysiadły kierunki a drogowe raz się zapalały a raz gasły. Jednak dojechała dzielnie do garażu i nawet się nie zagotowała!

Z ostatniej chwili:

- co uważniejsi mogą jednak zauważyć spodnie Tacha,
- do tej pory zastanawiamy się dlaczego Młody, spuszczając wodę z chłodnicy, chciał ją łapać rękoma,
- po wodę wysłali mnie specjalnie i prawdopodobnie był to odwet za blachę,
- znów trochę schamiałem ale tym razem obwiniam za to nie tylko Młodego. Zoggon i Tachu też dołozyli cegiełkę.

autor: Milo

Powrót


Copyright by Vaax All rights reserved ®