04.04.2009 Zlocik Forda w Szwajcarii

Będąc na wygnaniu w górzystej Szwajcarii, pędzony tęsknotą do wszelkiej maści Fordowego złomu, postanowiłem nawiązać kontakt z tutejszymi miłośnikami tej zacnej marki. Jeszcze przed zimą udało mi się poznać Rogera, który w swojej kolekcji ma m. in. OSI 2600 w oryginalnym stanie (niestety nie widziałem), dwie Cortiny, kilka Taunusów M i Escorta MKIII cabrio (pierwszy właściciel) oraz obecnie restauruje Dziobaka.

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

Wielu zapewne myśli, że ubezpieczenie tylu aut jest strasznie kosztowne; nic bardziej mylnego! W tym kraju serem i czekoladą płynącym właściciel zabytków (powyżej bodajże 25 lat, bez żadnych dokumentów od rzeczoznawców), może płacić tylko jedno ubezpieczenie na wszystkie samochody. Ubezpieczenie to wynosi tyle co ubezpieczenie jednego auta a właściciel otrzymuje jeden komplet tablic rejestracyjnych, który może przekładać na dowolne auto. Minusem jest to, że można użytkować jeden pojazd na drogach publicznych i nie można np koledze pożyczyć drugiego samochodu na zlot.
Od Rogera dowiedziałem się o minigiełdzie, minizlocie, który zaplanowany został na 4 kwietnia 2009 roku. Zatem zabrałem współmieszkańca o imieniu Igor, dysponującego wspaniałym pojazdem Renault Megane i pomknęliśmy przez zielone wzgórza ku przygodzie.
Prowadzeni GPSem w pewnej chwili zwątpiliśmy, czy mamy dobry adres ale już po sekundzie ryk widlastej ósemki mijającego nas Mustanga Mach1 rozwiał wszelkie wątpliwości. Miejscem zlotu była urokliwa wioska: wokół urokliwie zieleniła się wiosenna trawa, a powietrze urokliwie pachniało obornikiem. W Polsce takie miejsca zwykło się określać mianem „dziury zabitej dechami”. Jednak kolejne kilkaset metrów spaceru, jeszcze jedna ominięta stodoła i nagle znaleźliśmy się w raju. W porównaniu z naszymi krajowymi zlotami przekrój prezentowanych modeli był ogromny. Pomimo małej liczby aut, każdy znalazłby coś dla siebie.
Na miłośników Cortin czekały dwa wychuchane cacka, w stanie prawie idealnym

zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie

Maniacy Taunosów M mieliby jeszcze więcej radości:
Model 17M P3, w kolorze majtek

zdjecie zdjecie zdjecie

12M P6

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

20M P5

zdjecie

Oraz 20M P7 w wersji 2D, Kombi i 4D

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie

Jeśli pomyliłem modele Taunusów M, proszę o sprostowania, nie czuję się ekspertem w tym temacie :).
Pozostając przy Taunusach:
Dwie kupety reprezentowały model Dziobak vel Knudsen:

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

Były dwa TCII. Sedan i siermiężnie zrobione cabrio.:

zdjecie zdjecie

Trójeczka kombi czekała na nowego właściciela (podobnie jak większość wymienionych tutaj aut).

zdjecie

Maluszki, czyli Escorty, były dwa. Jedem umknął mi zanim zdążyłem go upolować, była to śliczna jedyneczka pomalowano w rajdowe, biało niebieskie barwy, drugi to przecudowne dwódrzwiowe kombi MKII w żółto-pomarańczowym kolorze.

zdjecie zdjecie zdjecie

Honoru Granad broniła kanarkowa kupeta.

zdjecie

Przyjechał też jeden sliczny Prosiaczek

zdjecie zdjecie zdjecie

Oraz Harry Potter

zdjecie zdjecie

Także Ci, którzy swe uczucia ulokowali w pięknych kształtach automobilu ochrzczonego mianem Capri mogli czuć się usatysfakcjonowani.
Wprawdzie nie było żadnej dwójeczki, ale można było podziwiać dwa egzemplarze MKIII:
2.8 injection oraz 2.8 turbo

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

Czy pojazd ów faktycznie był uturbiony nie wiem, ale felgi i rozmiar opon budziły respekt: szerokość opony z tyłu to 275. Ta trójeczka była lekko poszerzona ale nie „rozdęta”.
Pojawiła się też jedyneczka i to nie byle jaka!

zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

Replika? Oryginał? W każdym razie wyglądał całkiem ładnie.

Zza wielkiej wody, bulgocząc widlastymi ósemkami nadciągnęły dwa dzikie konie amerykańskich stepów: oba w wersji Mach1 (chyba).

zdjecie zdjecie

Zaplątał się też jakiś zagubiony Brytyjczyk: Austin Healey z silnikiem 3000.

zdjecie zdjecie

Po obejrzeniu aut i powstrzymaniu się resztką sił od kupienia TCII kombi udałem się do stoisk z częściami. Jak na tak małe spotkanie, wybór był zaskakująco duży, aczkolwiek ceny czasem wydawały się dosyć wygórowane. Zaskoczeniem dla mnie była duża ilość nowych oryginalnych części z zapasów magazynowych, niestety ich posiadacze byli świadomi wartości tych skarbów.
Jako, że mój niemiecki pozostawia wiele do życzenia (podobnie zresztą jak niemiecki Szwajcarów) oraz z powodu pośpiechu nie nawiązałem nowych znajomości. Jednak nie omieszkam z pewnością uczynić tego przy następnej okazji!

autor: młody_wFe

Powrót


Copyright by Vaax All rights reserved ®