24.05.2007 Grill pod kluczem u MILO'a - pierwsza odsłona

No i odbył się. Pierwszy „GRILL POD KLUCZEM U MILO’A”. Zaczęło się jak zwykle – chaosem. Ludziska mieli się zjechać na grill około 18-tej, ale co bardziej nadgorliwi (Zoggon, Tazzman i Młodzi) czekali na mnie pod moim garażem już godzinę wcześniej. I co gorsza – byli głodni. Ponieważ sam grill miał być dowieziony, musieliśmy poczekać. Jak się później okazało – opłacało się przyjechać wcześniej. Ni stąd ni zowąd pojawił się V150 i uraczył nas prześmiesznymi historyjkami o pewnych mieszkańcach pewnych miejscowości, których nie będziemy tu przytaczać żeby nie robić kryptoreklamy. Niestety Pan Wojtek nie mógł zostać dłużej, na samym grillu.
Hmm… grill.. Dojechał Kudłaty, dojechał Vaax z Jessicą.. żadne z nich grilla nie miało. No to może… o! Michałek! ..ale On też nie miał grilla. Cała nadzieja w Neonie.

zdjecie 1 zdjecie 2 zdjecie 3

Neon spóźnił się… znacznie i jak się okazało – też nie był w posiadaniu niezbędnego przyrządu. Na jego szczęście szybko mu wybaczono, bo przywiózł moją przyszywaną żonę, która to chyba jako jedyna była przygotowana na tzw. „ewentualność” i uraczyła wszystkich przepysznym ciastem. Patrycja słusznie przewidziała, że coś schrzanimy. Ale jak to powiedziała Basiek: „Faceci po to mają żony, żeby ktoś za nich mógł myśleć”. No i chyba coś w tym jest.. Kiedy większość próbowała znaleźć winnego (kto nawalił i kto grill miał załatwić) – Młody wymiękł i zaczął smażyć kiełbachę na kolektorze wydechowym swojego Caprika.

zdjecie 4

Głód sprawił, że nasi klubowicze szybko się zintegrowali. Był jednak efekt uboczny – większością ustalono, że za powstały chaos odpowiedzialny jestem Ja. Moje protesty na nic się zdały, bo podobno gospodarz powinien mieć grill, skoro na takowy zaprasza. Uległem. Michałek poświęcił się i pojechał do marketu a ja po godzinie stałem się szczęśliwym posiadaczem żelastwa za 13 zeta, na które to żelastwo czekaliśmy ponad 4 godziny. Kiedy Michałek błądził po mieście, reszta próbowała zapanować nad emocjami.

zdjecie 5

Aż dziw bierze, że nie było ofiar w ludziach ale na szczęście sesja fotograficzna pomogła rozładować napięcie. Naczelnym reporterem był Vaax a ponieważ Vaax wcale nie czekał na smażony kawał mięcha (bo mięcha nie spożywa) – miał zaskakująco dużo siły i wigoru by biegać i cykać fotki.

zdjecie 6

A robił to tak żywiołowo, że połowa wyszła nieostra.

zdjecie 8 zdjecie 9 zdjecie 10

Właściwa sesja fotograficzna miała tytuł „Wariacje na temat… włosów Kudłatego” i prawie każdy w tej sesji uczestniczył. Co dziwnego – najmniej sam Kudłaty.

zdjecie 11 zdjecie 12 zdjecie 13 zdjecie 14 zdjecie 15 zdjecie 16

Rozpalanie grilla też mnie pozostawiono – chyba jako pokutę. Pozostali pojechali powozić się nawzajem swoimi wózkami, bowiem w klubie miały swoją premierę: Grandzia 2.8 Kudłatego oraz jeszcze do końca nieskończony aczkolwiek piękny Taunus Neona.

zdjecie 17 zdjecie 18

Rozpalanie tego badziewia – to była dopiero męka! Michałek, owszem, pojechał po grill ale skutkiem ubocznym przywiózł swoją bardziej zadziorną połowę. Sylwia zadbała, żeby mi nie było za lekko – co rusz dopiekając mi. I nie był to bynajmniej ogień do grill’a! Na pocieszenie – użyłem notatek z Taksonomii, którą dziś zdałem. Jeszcze tylko rzut oka na znienawidzone tematy i fruu – poszły z dymem..

zdjecie 19

Ponieważ głód nadal panował, koniec końców Kudłaty wziął rozpalanie na siebie, a ja pojechałem relaksować się przejażdżką wspomnianym Taunusem.

zdjecie 20 zdjecie 21

Oczywiście zabraliśmy na pokład płeć piękną. Basiek rytualnie sprawdzała jak objeżdżam nowe autko i żeby nie było za spokojnie.. robiła w aucie za ZŁO.

zdjecie 22

Po chwili było nawet DUŻO ZŁA, bo Patrycja połamała fotel pasażera wdzięcznie się na nim wieszając. Jak się okazało po przyjeździe – Wrocławianie naprawdę potrafią się skrzyknąć jak są głodni! Wszystko zostało zorganizowane – nawet przywłaszczyli ławki sąsiada. Jedzenie czekało i było pilnowane przez Młodego i Vaax’ów. Dodajmy do tego jeszcze sałatkę Patrycji i wychodzi niebo.

zdjecie 23 zdjecie 24 zdjecie 25 zdjecie 26

Było więc coś dla każdego i nikt nie był głodny. Tak mi się przynajmniej wydaje. Tego wieczoru najmniej słyszałem Jessicę, więc pokuszę się o stwierdzenie, że ciągle coś tam podjadała, dlatego nie mogła mówić. Grill niejako zatracił swoją ideę, ponieważ nikt w autach nie grzebał. Honor uratował Zoggon, który podczas krzątania się i miotania przy grill’owych sprawunkach, olał wszystko i spokojnie zabrał się do pieczołowitego polerowania felgi.

zdjecie 27

Dla zawistnych, którzy wpadliby na pomysł zapytać „A gdzie te klucze?” powiem, że był jeden – ale za to jaki!

zdjecie 28

Przy jedzeniu obgadaliśmy klubowe sprawy i upewniliśmy się, że Michałek i Sylwia zjawią się na następnym grillu, tudzież zlocie.

zdjecie 29

Jak się okazało – Sylwia jak nie jest głodna (czytaj zła – a to już BARDZO DUŻO ZŁA jak na jeden dzień) – jest całkiem sympatyczna i nawet podobał Jej się jeden z siedmiu Fordów – Capri Młodego. Więc dziewczyna się rozkręca a my będziemy Jej w tym pomagać (czytaj urabiać) na każdym kroku.
Pod koniec grilla (Michałkowie i Kudłaty już się nie załapali) – padł pomysł na NW – Nocne Włóczenie, jak zamierzamy nazywać popularne cruising’owanie po mieście. Za punkt docelowy obraliśmy sobie jakieś oświetlone miejsce w Rynku. Padło na fontannę przy pl. Uniwersyteckim. Doturlaliśmy się tam całkiem wolno, choć wcale nie najciszej.

zdjecie 30

Tazzman, chcąc nie chcąc, zadbał o nagłośnienie kawalkady pękniętym tłumikiem El Grande. Na miejscu okazało się, że plac nie jest wcale taki pusty, bo w ogródku jednej z restauracji było całkiem sporo ludzi.. Nieświadomym niczego czekającym na swoje posiłki umililiśmy (my – już najedzeni) czas, formując zgrabny szyk wokół fontanny.

zdjecie 31

Ponieważ nasze przybycie odbiło się dosyć głośnym echem (wspomniane wydechy, no i całkiem pokaźna liczba sześciu autek!), musieliśmy stamtąd szybko uciekać, bo w naszych autkach było zbyt dużo przepalonych żarówek, żebyśmy mogli dyskutować z pewnymi niekoniecznie miłośnikami wiekowych autek, którzy przy okazji pilnowali porządku. Pojechaliśmy więc wspomniany porządek zburzyć, ale gdzie indziej. Tym razem Neon zaprowadził konwój na parking przed Teatrem Lalek.

zdjecie 32 zdjecie 33 zdjecie 34

Tam cyknęliśmy sobie ostatnią nocną fotkę i rozjechaliśmy do domków.

Z ostatniej chwili:

- Młody przeżył po zjedzeniu wynalazku grillowanej kiełbachy z kolektora. Wg moich informacji był w pracy „tylko trochę śpiący”.
- Ofiar nie było. No może Zoggon, który siadł na żywicy i ja – straciwszy na czas nieokreślony mój klimatyzator. Aha, no i Kudłaty – wyjeżdżono mu gaz.
- Jessica wcale nie siedziała cicho, bo jadła. Nie mogła nic powiedzieć, bo podobno cały czas gadałem Ja.
- Zoggon nie dokończył felgi. Oprócz niej ma w bagażniku przygotowaną jeszcze jedną.
- Jak się później okazało – wszyscy sądzili, że KTOŚ ma grilla, bo owszem, Młodzi go mieli ale został zutylizowany na SO o czym reszta nie wiedziała. Zostałem oczyszczony z zarzutów.
- Wszystkim pierwsza edycja „Grilla pod kluczem u MILO’a” bardzo przypadła do gustu. Planujemy kolejne edycje.
- Wbrew pozorom – nie miałem opierniczu od sąsiadów. Może dlatego, że… od wczoraj żadnego z nich nie spotkałem.

autor: MILO

Powrót


Copyright by Vaax All rights reserved ®