05.07.2008 AlterGryźliny nad Bajkałem

5-6 lipca dla dużej części użytkowników Capri.pl upływał pod znakiem Walnego Zgromadzenia. Niestety, zazwyczaj niezwykle mobilna Zmotoryzowana Eskadra Wrocław znana szerzej jako wFe, tym razem nie oddelegowała do Gryźlin żadnego przedstawiciela. W związku z tym w piątek około godziny 22:34 Szkodnik rzucił na forum pomysł aby urządzić spontaniczny weekendowy zlocik. Odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania: chęć udziału w spotkaniu wyraziło kolejnych trzech członków prześwietnego i elitarnego klubu Wrocław FordEver. Co jeszcze bardziej zaskakujące, nawet tak liczna grupa diametralnie odmiennych charakterów nie była przeszkodą w wyłonieniu terminu i miejsca spotkania. Praktycznie bez sprzeciwu przeszła propozycja Remona, który zaproponował wypoczynek na łonie przyrody wśród tłumu spoconej gawiedzi: nad jeziorem Bajkał. Rzucony od niechcenia termin też zyskał aprobatę ogółu i koniec końców umówiliśmy sie na stacji w Gajkowie w sobotę o 17:00.

zdjecie

Wprawdzie niejaki Łajka prognozował opady deszczu i brzydką pogodę, ale kto by brał na poważnie posiadacza FIAT'a ;). Jako, że idea ekumenizmu nie jest nam obca, tenże osobnik również dostał zaproszenie na nasze spotkanie. Niestety z niego nie skorzystał.
Tuż przed wyruszeniem, około 16:11 zadzwonił Milo, że jednak się wybierze. I tak jechałem obok jego rezydencji więc zabrałem go ze sobą. A co, niech chłopak ma coś z życia! Przy okazji Milo pochwalił się swoim nowym nabytkiem Sierrą sedan 2.0 OHC. W czasie gdy oglądałem Sierrę zadzwonił Tazzman z informacją, ze czeka na nas na parkingu przy drodze. Zatem nie ociągając się dłużej ruszyliśmy dwoma autami na spotkanie z Tazzmanem. Na parkingu było już nas sześcioro: Basiek, Ela, Gosia, ja, Milo i Tazzman. Do tego dwie Granady: sedan i trupiara oraz Sierra. Jeszcze dwa lata temu taką frekwencję uznalibyśmy za sukces.
Pozostał kwadrans do godziny spotkania, więc bez wylewnych powitań ruszyliśmy na umówioną stację. Spóźnieni pięć minut wpadliśmy na BP aby stwierdzić, że jesteśmy pierwsi. Zatankowaliśmy auta i ustawiliśmy je na parkingu a następnie zaczęliśmy obdzwaniać nieobecnych. W tym momencie dał się słyszeć przeraźliwy pisk opon: to Remon pędząc co sił w silniku 2,6 v 6 zamyślił się i omal nie przegapił zjazdu na stację. Spotkanie zwiększyło się o Remona i jego białego kombiaczka.
Oczekiwanie się przeciągało, Bogdan nie odbierał telefonu a Szkodnik zadzwonił, że dopiero wyjeżdża z Wrocka. W związku z tym podjęliśmy decyzję, że wyruszamy sami a reszta będzie nas szukać. Zaopatrzywszy się uprzednio w kieszonkowy grill, torbę węgla, rozpałkę i kiełbachy ruszyliśmy w kierunku jeziora Bajkał.

zdjecie zdjecie

Przez chwilę udało nam się zgubić Remona, który jednak odnalazł nas dosyć szybko i wspólnie rozpoczęliśmy przeprawę przez dżunglę. Nie wiem co za geniusz wymyślił tą trasę, jednak na początku jechał Milo i to jego podejrzewam o umyślną próbę zniszczenia naszych pięknych aut. Wykroty jak leje po bombach lotniczych, dróżka polna szerokości Malucha i krzaczory skrobiące lakier: oto co nam zafundował pilot wycieczki. Cud, że nikt nie jechał z naprzeciwka. Zanim dojechaliśmy do celu zadzwonił ze stacji BP Szkodnik, pytając o dalsze wskazówki. Nieopatrznie kazałem mu podążać za nami i wyjaśniłem drogę. W końcu dotarliśmy na miejsce i oczom naszym ukazało się jezioro obsiadnięte tłumem wczasowiczów.
Znaleźliśmy dla siebie przytulny kącik i zaparkowaliśmy auta. Milo i Ela poszli zwiedzać okolicę, reszta zajęła się przygotowaniem biwaku. Po krótkiej kontemplacji geniuszu konstruktora został rozłożony i rozpalony mini-grill. Pierwsze kiełbaski nie zdążyły jeszcze się nawet zarumienić, gdy ujrzeliśmy Capri Szkodnika, który przyjechał ze swoim partnerem, tfu, tzn. kolegą.

zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie Tradycyjne pogaduchy i przewracanie kiełbaski wypełniły nam czas oczekiwania na Bogdana, który raczył zadzwonić około 18:04 z pytaniem czy ktoś przyjedzie na spotkanie na stację. Po otrzymaniu koordynatów w tempie ekspresowym odnalazł naszą wesołą gromadkę. Widok Bogdana ucieszył nas nadzwyczajnie- szczególnie, że jego wizyta oznaczała pojawienie się dodatkowo Moniki, pana Wojtka (V150_wFe) oraz dwóch Granatników w wersji kombi.

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie Kolejne chwile mijały przy konsumpcji i konwersacji. Żartom nie było końca a młodzież z rozdziawionymi buziami słuchała bajek pana Wojtka, który próbował nam wmówić, że to wszystko prawda. W miedzyczasie powrócił Milo z Elą i zakomunikował, że z powodu ostrego nieżytu jelita grubego i niewydolności kosmków jelitowych opuszczą nas w trybie pilnym. Pożegnaliśmy ich ciepło i wróciliśmy do poprzednich zajęć: obrzarstwa, pijaństwa i pieprzenia głupot.

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie Jako, że znajdowaliśmy się w bezpośredniej bliskości akwenu wodnego, postanowiliśmy za przykładem pana Wojtka i Moniki ochłodzić nasze rozpalone popołudniowym słońcem ciała. W sumie to jedymymi, którzy się skusili byłem ja i Szkodnik. Woda była ciepła i kąpiel dała nam mnóstwo radości. Nie obyło się co prawda bez ekscesów ale plaże zdążyły już wyludnieć i nikt nie złożył zażalenia na nasze nieobyczjne zachowanie.

zdjecie zdjecie zdjecie

No może tylko Basiek nie miał zachwyconej miny...

zdjecie

Gdy zjedliśmy to, co było do zjedzenia i wypiliśmy co było do wypicia a tematy rozmów niebezpiecznie poczęły dryfować w kierunku dowcipów o podtekście erotycznym, stwierdziliśmy, ze czas ruszać do domów. Sygnał wymarszu dał pan Wojtek, niedługo po nim zmyła się cała brygada.
Kolejne spotkanie wFe przeszło do historii. Tylko tych nieodwiedzonych Gryźlin jakoś tak żal...

autor: młody_wFe

Powrót


Copyright by Vaax All rights reserved ®