Kolejny wypad do Skarbimierza. Zebraliśmy się tam, gdzie zwykle i tak jak zwykle czekaliśmy na Neona. I o ile długo się zbieraliśmy, o tyle sama trasa minęła nam raz dwa, i to pomimo zatrzymania się w stałym miejscu uzupełniania zapasów – przed marketem w Oławie.
Może to dlatego, że niektórzy byli bez śniadania?.. Nie będę tu pokazywał palcem, bo sam byłem głodny jak wilk..
w każdym razie do Skarbimierza prawie lecieliśmy.
Dzisiejszy zlocik był pod znakiem dbałości. I tak zaczynając od początku:
Ba! Nawet lody przywiózł! Chłopak wiedział jak sobie zaskarbić klubik i trzeba przyznać, że już za Nim tęsknimy. Młody mniej – lubi inny smak lodów. Zresztą.. mało brakowało, żeby Młody Ste-fun’a przestał lubić na wstępie, bo ten przywiózł w lodóweczce zimny browar a Młody wolałby browar niż lody.
Hmm.. tak sobie teraz zdałem sprawę… W sumie.. Kudłaty też jest w klubie a ciastek dalej nie przywiózł. Ale nic to!
O słodkości również zadbała Neonowa połowa.
Ciasto było tak puszyste, że aż rozpływało się w dłoni. Dosłownie! Tak nawiasem… o puszystość zadbał sam Neon – zręcznie ubił ciasto w bagażniku Taunusa, którym poszalał troszkę po torze. Jednym słowem – piknik jak się patrzy!
Na początku mało brakowało i to piknikowanie by nam zepsuto (dwa razy przeszkodzono nam w rozbiciu obozowiska, a raz nawet strasząc policją), ale potem – w ramach zadośćuczynienia – dostarczono nam dawkę potężnych emocji.
A postarał się o to pewien… lotnik.
Otóż w pilotowanej przezeń awionetce (notabene lecącej prosto na nasz parasol) ... zgasł silnik… I to tuż nad nami.
Trzeba przyznać, że to wywołało w niektórych z nas takie stężenie adrenaliny, że w ramach odreagowania – zasiedli do swoich samolotów i pojechali szaleć po torze.
Dlaczego samolotów? No, gdyby ktokolwiek widział w akcji Vaax’a! Chłopak fruwał bokami swoim wielorybem z jednego końca pasa na drugi! Młody wtórował mu dzielnie (podbijając adrenalinę innym), dodając do tego szczyptę braku rozsądku, a gdy do akcji włączył się Kudłaty ze swoim 2.8, to był już tylko jeden wielki tuman kurzu. Na tym skończę opowieść o szaleństwach, bo trwały krótko. Po opadnięciu kurzu – nasi dzielni niewyżyci – zostali przegonieni przez tajemniczego jegomościa. Neon załapał się tylko na końcówkę ale to chyba dobrze, bo większość zgodnie stwierdziła, że na TAAKICH kółkach nic z tego dobrego nie wyniknie.
Ja zostałem na posterunku, pilnując kobitek. Ale pojawiła się też sugestia, że to raczej ja byłem pilnowany. Hmm, kto wie?
Co do klimatu grilla, to na początku był dość schematyczny. Na pierwszym planie rzucał się jak zwykle Młody. Tak, Młody jadł.
I jadł, i jadł, i jadł..
Sądziłem, że podczas szaleństw żołądek podejdzie Mu do gardła, ale kręcenie kółek i bączków zamiast go zmęczyć – zaostrzyło tylko apetyt, więc po szaleństwach znów wrócił do jedzenia.
Wyjątkiem w zachowaniu był Vaax. Chłopak prawie cały czas siedział cicho! No.. może za wyjątkiem siarczystego przekleństwa, jakim mnie uraczył. Ale dobrze się stało, bo tym samym rozwiał moje domysły jakoby był mormonem. Moim zdaniem siedział taki przygaszony, bo nie było z nim dziś Jessici. Po prostu tęsknił.
Chyba brak Jessici odbił się również na postawie Konia, bo chłopak również jakoś zaniemówił... Chociaż.. może myślami już był w garażu i remontował i składał swój wehikuł, żeby jak najszybciej zjawić się na zlocie…Fordem?
Za Baśkiem nikt nie tęsknił, a Basiek nie stęskniła się za resztą, co powiedziała prawie na głos przez telefon. I być może to był właśnie nieodłączny element każdego zlotu – ZŁO (czytaj: Zła Basiek). Czasem, jak obserwowałem Magdę siedzącą samą, myślałem: Hmm.. Szkoda, że Magda ma gdzie, ale nie ma z kim… A nie miała, bo Kudłaty znikał co jakiś czas żeby pośmigać to Caprikiem, to Taunusem... Ale jak się okazało Magda w tym czasie wcale się nie nudziła. Bynajmniej! We trójkę, z Patrycją, obgadywaliśmy pewne ważne wakacyjne plany. I sądząc po minach – my bawiliśmy się lepiej.
Ale Pati miała rację – faceci muszą się wyszaleć, bo później są nieznośni. Ja swoje szaleństwo nadrobiłem pod koniec imprezy i to tak, że Carla o mało się nie zagotowała..
Dzisiaj też, pierwszy raz, pojawił się element, którego nie może zabraknąć na żadnym zlociku – sex. Jest jedzenie, jest muzyka, jest klimat, jest zło.. i był też sex, który to swoim czujnym reporterskim okiem uchwycił Vaax.
Cholerni paparazzi…
Ze spraw organizacyjnych: Zrobiliśmy naprawdę fajną grupową fotkę uwzględniając trzy modele Fordów (Forda Matiza i Forda Kadetta wycięliśmy):
Uzgodniliśmy raz a porządnie nazwę, żeby móc już zatytułować stronkę i ustaliliśmy logo na naklejki klubowe.
Na początku szło nam to trochę topornie, ale to przez temperaturę powietrza. Nie skłaniała do wytężania komórek mózgowych. Co widać po napięciu na twarzach..
Poza tym większość sił zużyliśmy na dopiekaniu Ste-fun’owi, ale nie będę tu pisał, że śmialiśmy się z Jego podwójnego szyberdachu w Capri, żeby już chłopaka nie męczyć. Neon wykazał się zdolnościami kulinarnymi a ja odkryłem wreszcie sekret – jak zjeść nie spaloną kiełbasę z grilla.. Po prostu trzeba zlecić grillowanie komuś, kto tego nie spieprzy.
Okupiłem to późniejszym myciem tego żelastwa, ale się opłacało.
Co do kobietek na zlocie, to mieliśmy mały niedobór w kadrze, ale żeby frekwencja się poprawiła następnym razem – porobiliśmy fotki rozwodowe. Skutkiem czego – kobietki, których nie było – zjawią się następnym razem, żeby mieć już na wszystko baczenie.
Niektórzy nawet flirtowali nie ze swoimi autami!
Jednak był jeden wyjątek, który pozostał jednak wierny i miał do tych wszystkich roszad stosunek… obojętny.
Ponieważ Ste-fun postarał się o kamerkę cyfrową, na zmianę z Neon’em zabawili się w operatorów i skręcili troszkę materiału z samego grilla oraz z szaleństw na torze. Znajomy Ste-fun’a ma z tego sklecić jakiś mini-teledysk. Zobaczymy co z tego wyjdzie.
Co tu dużo mówić – pogodę mieliśmy przywiezioną z Wrocka, humory dopisywały, ludzie wspaniali – jednym słowem czysta przyjemność!
Pod koniec zlociku podjęliśmy decyzję, że Skarbimierz jest jednak ciut za daleko od Wrocka i następny zlocik na pewno odbędzie się już w innej scenerii.
I o ile dojazd TAM odbył się bez większych przygód, o tyle powrót już taki spokojny nie był:) Zdarzył się incydent, który w bardzo ciekawy sposób zakończył zlot.
Podwożąc autostopowiczkę, znajomą Ste-fu’a, zobaczyłem rozkraczonego na poboczu Citroena 2CV na holenderskich blachach. Postanowiłem pomóc. Holendrzy bardzo się ucieszyli, że mieliśmy ten zlot, bo inaczej nikt by ich nie zaholował na pole namiotowe.
Z ostatniej chwili:
- Vaax zarzucił mi, że nauczył się przeklinać ode mnie. No.. trochę schamiałem, przyznaję, ale to przez przebywanie z Młodym. Winą więc obarczamy Młodego – niech ma;
- Ste-fun już zamówił dach do Capri i ostatecznie pozbawia się charakterystycznego elementu, z którym i tak już będzie kojarzony;
- Młody rzeczywiście tyle je. Wymiękł dopiero jak wyjeżdżaliśmy, nie chciał dokończyć sałatki;
- Żeby nikt sobie nie pomyślał! – Kudłaty nie zaniedbywał żony;
- Basiek tak naprawdę bardzo za nami tęskniła tylko wstydziła się to powiedzieć, bo jest nieśmiała;
- Jeśli zdjęcie sex-u zahacza o pornografię – proszę zgłosić to Vaax’owi;
- Jeśli zdjęcie kogoś zniesmaczyło – niech nie patrzy
- Jeśli komuś zdjęcie się podoba – może otrzymać autograf przez telefon;
- Koniu w dalszym ciągu milczy;
- Holendrzy naprawili auto (chociaż w idiotyczny sposób) i pojechali dalej.
BTW: Ta cytryna była na rajdzie w Norwegii, gdzie podczas 11 dni pokonała 7000 km. Przez ostatnie 10 lat nie zepsuła się tak, żeby trzeba było wyciągać trójkąt ostrzegawczy – kierowca wyciągnął go pierwszy raz w życiu właśnie w Polsce. Pachniał jeszcze nowością. Trójkąt, nie kierowca.
autor: MILO