01-03.05.2009 Spring Open wg Młodego

Dawno, dawno temu, w Roku Pańskim 2007, padł wspaniały rekord wrocławskiej aktywności zlotowej: na Spring Open wyruszyło z Dolnego Śląska siedem klimatycznych Fordów. Wprawdzie nikt nie liczył na powtórzenie tego spektakularnego sukcesu, ale tym razem zapowiadała się kompletna klapa. Na kilka tygodni przed terminem zlotu jedynie załoga Karawanu (w składzie Basiek i Młody) zadeklarowała gotowość pokonania odległości dzielącej dolnośląską stolicę od Konarzyn. Potem wprawdzie pojawiła się na krótko nadzieja na występ czterech załóg wFe, jednak w ostatecznym rozrachunku z dniem pierwszym maja potoczyły się na północ dwa pojazdy marki Ford wyprodukowane na przełomie lat 70-tych i 80-tych: wspomniana już Granada w wersji dostawczo-misyjnej oraz Capri należące do Eli (do niej też należy Milo, który bezczelnie zajął w Carli miejsce kierowcy).

zdjecie zdjecie

Niestety godziny wyjazdu ze względów światopoglądowych nie udało się zgrać (kto k... wstaje w weekend przed 6 rano??? Odpowiedź patrz: Ludzie pod hasłem MILO. I wszystko jasne...).
Zatem opcja zablokowania miasta przejazdem w kolumnie pojazdów umarła z dwóch zasadniczych powodów:
Pierwsze primo: trudno ze stuprocentową pewnością stwierdzić czy dwa auta to już kolumna.
Drugie primo: Milo jest nienormalny.

Więc kiedy Milo i Ela, pogrążeni w czerwonych fotelach Carli, witali wschód słońca gdzieś w okolicy Rawicza , załoga Granady smacznie chrapała pod cieplutką kołdrą.
Karawan ruszył tropem Capri około godziny ósmej rano. Jazda w pojedynkę ma jedną zasadniczą zaletę: jest szybciej. Dużo szybciej. Zamiast 15 przerw na tankowanie, rozprostowanie kości, zrobienie zdjęć, naprawę samochodów, jedzenie itp. itd. jedna krótka przerwa w Poznaniu na uzupełnienie paliwa. Po 5,5 h, około godziny 13:30, oczom ich ukazał się las... Na ..uj mi las?! ...a pod tym lasem lotnisko w Konarzynach.

zdjecie zdjecie

Na pasie znajdowała się już spora liczba Fordów, w tym dwa bardzo egzotyczne modele: Anglia, którą już poznaliśmy na poprzednich edycjach SO oraz wyprodukowany w okolicy lat 50-tych Popular z kierownicą po prawej stronie.

zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

Do tego oczywiście wesołe mordy starych znajomych i tych, którzy dopiero czekają na ten zaszczytny status.

zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

Pojawienie się Karawanu na pasie wywołało entuzjazm, niestety nie ze względu na jej pasażerów, a jedynie z powodu zawartości. Na pace bowiemprzyjechały z Wrocławia zlotowe koszulki, których produkcją zajmuje się Milo (ostatnio widziałem u niego w garażu trzy bele bawełny, a w piwnicy przerażonych i wychudzonych emigrantów z Dalekiego Wschodu).
Po przywitaniu się nadszedł czas na szybką konsumpcję (dzięki dla Poznania za udostępnienie grilla), a następnie próby sportowe. Aby wziąć w nich udział , musiałem pozbyć się tony gratów, które ze sobą przywiozłem. Postanowiłem zatem wykorzystać Agatę. A konkretnie jej nowy nabytek: przedliftingową Granadę. Jako że Agata nie miała nic naprzeciw, została wykorzystana (tzn. Granada), a PCK dostało kolejny malutki plusik w niebie i w sercach wrocławskiej ekipy.
Niedostatki mocy niestety nie pozwoliły na dobre wyniki na ¼ mili, zaś nadmierne gabaryty skutecznie uniemożliwiły Karawanowi osiągnięcie dobrego wyniku w slalomie.

Youtube: Wyścig z Rybaakiem
Youtube: Slalom karawanem

Honoru Wrocławia dzielnie bronił Milo, który wyeliminował nawet PieMa, który w ubiegłorocznym Pucharze ostro walczył w finałach. Wprawdzie był to walkower, ale to tylko świadczy o tym, że duet Milo +Carla budzi u konkurentów paraliżujący strach.

zdjecie zdjecie

Nocleg tradycyjnie przewidziany był w ośrodku Lipczynek. Niekoniecznie ze względu na urokliwą atmosferę peerelowskiego skansenu, ale głównie dlatego, że tylko właściciel tego ośrodka jest na tyle zdesperowany, aby przyjąć u siebie rozbrykane ponad miarę towarzystwo zlotowiczów. Zatem znów przywitały nas pokoje fantazyjnie upiększone na ścianach i drzwiach zieloną wykładziną, pachnące mokrym trampkiem, który nigdy nie miał szansy wyschnąć do końca. W ramach luksusu wycenionego na 35pln/dobę przewidziane były też toalety, które w swym ciasnym wnętrzu zawierają prysznic, zlew oraz sedes. Wprawdzie malkontenci mogliby utyskiwać, że prysznic ma zatkane kamieniem 80% dziurek, trudno trafić na ciepłą wodę, zaś sedes bynajmniej nie zachęca aby na nim usiąść, ale z opinią tak marudnych osobników nie ma się co liczyć. Ten sam typ gościa z pewnością narzekałby na brak papieru toaletowego i odpadające ze ściany kafelki, używając przy tym określeń, typu „obleśny” i „syf”, ale przy odrobinie empatii łatwo mi wyobrazić sobie ripostę właściciela obiektu pod tytułem: „dla tego pijanego bydła to i tak za dużo”. Cóż, prawda jak zwykle leży zapewne gdzieś po środku...

zdjecie zdjecie zdjecie

Zakwaterowani zostaliśmy po sąsiedzku z 3M_U, co w praktyce oznaczało dużo śpiewu, alkoholu i innych używek, za to mało spania. Milo zadeklarował chęć spędzenia nocy w Carli, a następnie przepadł jak kamień w wodę. Znając go aż za dobrze założyliśmy, że prawdopodobnie jak zwykle przedawkował kubusia, zatem nie szukaliśmy go zbyt intensywnie.
Udaliśmy sie na ognisko aby upiec kiełbaskę i porozmawiać z klubowiczami. Sympatyczna załoga czerwonego Consula 2de zajęła nam miejsca siedzące. Było wesoło i sympatycznie, aczkolwiek chłód niesiony wieczorną bryzą burzył tę idyllę skutecznie. W związku z tym uciekliśmy dość szybko do pokoju, gdzie na spróchniałych deskach balkonu w najlepsze trwała impreza 3M_U. O przebiegu imprezy nie ma co za bardzo pisać: było alkoholowo i hardrockowo. Grill skwierczał wesoło, klasycy rocka radośnie przygrywali a pijackie krzyki wypełniały ciszę nocną.

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

Następnego dnia zdecydowaliśmy odrobinę odpuścić zabawy na pasie. Zamiast jechać do Konarzyn wyruszyliśmy na zwiedzanie Chojnic i poszukiwanie kamiennych kręgów, pamiątek po skandynawskich Gotach zamieszkujących te tereny w II w n. e. W tym celu dołączyliśmy do ekipy warszawskiej, która również zapragnęła kontaktu z kulturą.

zdjecie zdjecie zdjecie

Zaczęliśmy od chojnickiej starówki i słynnego Byka, ktory powstał z części FoMoCo. Wprawne oczy klubowiczów bez problemów rozpoznały przełożenia tylnich mostów, kształt wahaczy do Granady i inne części jakby żywcem wyjęte z zaparkowanych pod Biedronką Fordów.

zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

Potem krótki spacer po starówce, zakończony posiłkiem w restauracji. Posileni wyruszyliśmy do miejscowości Odry, aby zobaczyć Kamienne Kręgi. Same w sobie kamyki nie były zbyt imponujące, niemniej wycieczka była bardzo miła.

zdjecie zdjecie zdjecie

Z wyjątkiem szaleńca w Passacie, który próbował skasować siebie i nasz konwój, podróż przebiegła bez przygód. No, może jeszcze warto wspomnieć o awarii rozrusznika w Capri Szooguna, ale przecież tego typu rzeczy to codzienność dla użytkowników starych Fordów. Po prostu musieliśmy go od czasu do czasu popchnąć.
Wróciliśmy na lotnisko około 17, akurat, żeby pożegnać Milo i Elę jadących do Szczecina. Na pasie wciąż trwały próby sportowe, a w paddocku serwisowany był Taunus Wiewióra. Jeśli dobrze usłyszałem wymiana mostu w warunkach polowych zajęła 1h 52 min. Wynik godny odnotowania.

zdjecie zdjecie zdjecie zdjecie

Po zakończeniu drugiego dnia organizatorzy zwerbowali Karawan do uprzątnięcia opon z toru. Następnie udaliśmy się ponownie do Lipczynka na kolejną wieczorną popijawę. Tym razem zaczęliśmy od konsumpcji w pokoju, aby później przenieść się na ognisko.

zdjecie

Były pijackie śpiewy, bigos i dużo śmiechu, zaś około północy duża część towarzystwa wylądowała na fotelach na korytarzu ośrodka. Trudno opisać słowami to co tam się działo, w Trójmieście jest to chyba określane słowem „beka”. Kto był ten wie: elo ziom, ram-zajawa! Pszemo przez „SZ” był gwiazdą wieczoru, aczkolwiek niektóre fristajlowe zajawki wywoływały tyleż rozbawienie co lekkie zażenowanie połączone z niedowierzaniem. Cóż, różnica pokoleń... Tak czy siak, pozdrawiamy Pszema!
W niedzielę nadszedł czas wyjazdu. Postanowiliśmy dołączyć do ekipy PCK aby drogę do Poznania przebyć w większej grupie. Przyszło nam na nich czekać ze dwie godziny, ale jako że czekanie odbywało się w doborowym towarzystwie, czas minął szybko. Gdy wreszcie wyruszyliśmy i zajechaliśmy na lotnisko aby się pożegnać, przywitał nas zakaz wjazdu. Żadnego Forda nie było na pasie, a teren opanowali paralotniarze. Wyruszyliśmy więc w dalszą podróż, po drodze zatrzymując się w Konarzynach aby powiedzieć papa spotkanym niedobitkom.

zdjecie zdjecie zdjecie
zdjecie zdjecie zdjecie

W Chojnicach musiałem zatankować auto i już nie udało mi się odnaleźć poznaniaków. Gdy minęliśmy Poznań nie napotkawszy kawalkady Fordów, zadzwoniliśmy do Agaty i dowiedzieliśmy się, że cOke ich prowadzi przy pomocy GPSu i jeszcze kawał drogi przed nimi. Będąc 20km przed Wrocławiem dostaliśmy informację od tej samej Agaty, że PCK dotarło do Poznania. Szczęśliwie udało nam się odłączyć na samym początku!
Spring Open jak co roku było wspaniałym otwarciem sezonu. Nie wiem jak 3M to robi, ale pogoda była cudowna. Biorąc pod uwagę, że w czwartek lało, a w poniedziałek było już całkiem paskudnie, zaczynam podejrzewać manipulacje przy klimacie. Jedyne co można by poprawić to liczba załóg z Dolnego Śląska. Ale na to Organizatorzy nie mają już wpływu.

Zdjęcia autorstwa Kukaraczy ;), Tekli, Amatora, Kohasia, Andera, Oli i pewnie jeszcze kilku osób :).


Zobacz też: SO widziane oczyma Milo

autor: młody_wFe

Powrót


Copyright by Vaax All rights reserved ®